niedziela, 1 kwietnia 2018

There's no place like home // Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej

Dear Readers,

I have to apologize for such a long silence. Hopefully I'll be back to blogging on a regular basis; today I want to show you my newly made housecoat. It's a type of garment that fell out of favour in modern world; it's a real pity, as more and more women tend to dress frumpy in the intimacy of their homes. Before you send me into a blog oblivion for voicing such an opinion, let me state one thing. I understand the need for comfort, I really do-but do yourself a favour and on a day off try putting on satin lounging pyjamas instead of sweatpants and observe how much better you feel about yourself. In his "Little Dictionary of Fashion" Dior stressed the importance of feminine house wear on the morale and there's little to add to such a truthful opinion. I feel that we should dress up especially at home, because it's the place we share with the loved ones, which are far more important than random people on the street.



Drodzy Czytelnicy,

muszę przeprosić Was za tak długą blogociszę. Mam nadzieję, ze uda mi się powrócić na stałe i regularne wpisy.
Dziś chciałam zaprezentować Wam mój nowy housecoat (czy ktoś zna dobry polski odpowiednik tego słowa? Nie jest to-o zgrozo-podomka, nie jest to szlafrok...); ten element garderoby w dzisiejszym świecie wypadł już z obiegu. Szkoda, że coraz więcej kobiet ma tendencję do niechlujnego ubioru w zaciszu domowego ogniska; zanim za tę opinię powiesicie na mnie psy, a blog wyrzucicie z zakładek, pozwólcie mi powiedzieć jedną rzecz. Rozumiem potrzebę komfortu, naprawdę rozumiem, ale mam pewną propozycję-zróbcie sobie przysługę i w wolny dzień zarzućcie na siebie satynowe lounging pyjamas(znów brak polskiego odpowiednika!) zamiast dresów i zobaczcie, o ile Wam lepiej ze sobą. W swoim "Little Dictionary of Fashion" Dior podkreślał ważność wpływu kobiecego ubioru "po domu" na samopoczucie i trudno mi się z nim nie zgodzić. Uważam, że to właśnie w domu powinniśmy dbać o wygląd-w końcu to miejsce, które dzielimy z bliskimi. Ważniejsze jest dobrze wyglądać dla nich, a nie dla przypadkowych ludzi na ulicach.





I have chosen a tried-and-tested pattern from the 60s-Style 1404. My previous housecoat(which I have worn to shreds) was also made form 1404. I went for a three-quarter length sleeves and full length of the garment itself.
Side note: since this was at-home photo shoot, my husband suggested that I should behave naturally; hence the smoking and the drinking as I smoke and drink shamelessly-if you're bothered by things like this, it's better you leave this blog entry. Thank you.



Wybrałam stary i sprawdzony wykrój z lat 60-Style 1404. Mój poprzedni housecoat, ktróy zanosiłam na śmierć, także był szyty z tej koperty. Do obecnego wybrałam rękawy 3/4 i długość do ziemi. 
Uwaga na marginesie: w związku z tym, że zdjęcia robiliśmy w domu, mąż zaproponował, że mam się zachowywać naturalnie; a że naturalnie bezwstydnie palę i piję, to robię to też tutaj. Jeśli macie nadwrażliwość na takie rzeczy, najlepiej będzie, jak klikniecie krzyżyk w prawym górnym rogu przeglądarki. Dziękuję.






The fabric chosen for this project had to be both warm, comfortable and feminine; fortunately, I have found some soft, boiled grey wool fused with black lace. It was easy to work with, didn't fray much and gave some much needed body to the pattern. I thought it would be a good idea to highlight the cuffs and skirt opening by cutting them on the fabric border, where a little strip of lace-less(is that a word?) wool was visible. All of the seam allowances were overcasted by hand and then stitched down to the main pieces; I also strengthened the armscye, the waist, the hem and the collar seam allowances with cotton bias binding. The housecoat was to close by a tie-belt, but to make it more secure and put together I added 3 black snaps.




Materiał, który wybrałam, miał za zadanie być ciepły, wygodny i kobiecy. Udało mi się upolować mięciutki wełniany flausz, który by klejony z czarną koronką. Wygodny w szyciu, nie strzępił się, potrafił nieźle utrzymać strukturę. Pomyślałam, że dobrym pomysłem byłoby zaakcentować mankiety i brzeg spódnicy, krojąc je przy brzegu tkaniny, gdzie koronka się dopiero zaczynała.
Zapasy szwów obrzuciłam ręcznie i przyszyłam je do głównych części wykroju; zapasy pach, kołnierza, talii i podszycia wzmocniłam dodatkowo bawełnianą taśmą ze skosu. Housecoat miał się zamykać tylko wiązanym paskiem, ale dla porządniejszego wyglądu doszyłam jeszcze 3 czarne zatrzaski.





Let me know if you're joining my quest to bring back glamorous house wear ;>
Czy dołączacie do mojej misji przywrócenia szykownej wygody w domu? ;>

niedziela, 5 listopada 2017

Paco Peralta's T-Coat // T-Coat od Paco Peralty

Dear Readers,

Drodzy Czytelnicy,




I was inspired by Tany to try out a pattern for a T-Coat from Paco Peralta. The delightful customer service and prompt delivery were a good start, so I went ahead, buying black and white wool tweed, as well as plum/burgundy acetate lining. Since there were no instructions, I made a muslin first ( as those of you who follow me on Instagram already knew).  There were separate pieces for lining, which made the sewing easier; I cut a medium size and it fitted well straight out the envelope, so I went on to sew the real thing.





Tany zainspirowała mnie do wypróbowania wykroju na T-Coat od Paco Peralty. Doskonała obsługa klienta i szybka dostawa stanowiły dobry początek projektu, więc idąc za ciosem zakupiłam czarno-biały wełniany tweed i śliwkowy acetat na podszewkę. Biorąc pod uwage brak instrukcji w wykroju, zaczęłam szycie od wykonania bawełnianej próbki (Ci z Was, którzy śledzą mnie na Instagramie, już o tym wiedzą;) ). Osobne elementy na skrojenie podszewki ułatwiły mi zadanie; wyciachałam rozmiar średni, ktróy po zszyciu pasował bez żadnych większych poprawek.



I decided that my wool tweed needed some support to get a more bouncy quality, which would help to show off the coat's shape. So I cut the pattern pieces both in wool and then in olive silk organza, basted all the corresponding ones together and since then treated my silk-backed wool as one layer of  fabric. I used the hair canvas as an interfacing, which I sewed into the collar and along the front openings. Instead of the usual padstitch, I decided to try out the Dior couture technique for triple organza application and catchstitched the interfacings in place. All the seam allowances were overcasted by hand and then catchstitched to the silk organza backing.




Moja wełna wymagała trochę wsparcia, bu poruszać się z większą sprężystością i dobrze oddać kształt płaszcza; tak więc wszystkie elementy wycięłam podwójnie - z wełny i z jedwabnej organzy w oliwkowym odcieniu. Następnie je sfastrygowałam i od tamtej pory traktowałam jako jedną warstwę. Interfacing powstał ze sztywnego płótna, by wzmocnić kołnierz i przednie brzegi. Zamiast tradycyjnego padstitcha postanowiłam wszyć go catchstitchem, zainspirowana sposobem usztywniania sukienek potrójną organzą w pracowaniach Diora. Wszystkie zapasy szwów są obrzucone ręcznie i potem zaczepione catchstitchem (jedynie o jedwab).




Sewing up the coat was very easy and pleasant and it's all thanks to wonderfully made pattern. It has clever details, such as buttonholes within the seams, facings cut in one with the main pieces and wonderful deep cuff facings, which can be turned back to showcase a lovely pair of gloves.



Szycie płaszcza było proste i przyjemne, głównie ze względu na świetny wykrój. Ma on wiele ciekawych detali, np. dziurki na guziki umieszczone w szwach, odszycia skrojone w całości z głównymi elementami, głębokie odszycia mankietów (które można śmiało wywijać, by prezentować wszem i wobec swoje rękawiczki;) ).




I wouldn't be myself if I hadn't made any changes. I added additional closures: the snap on the collar and a hook-and-eye in the place where the third button could be placed. I also drafted goblet-shaped pockets that fasten with snaps (buttons are purely ornamental). I sewn on the black buttons with a white buttonhole twist, as I like to do on bicolour woolens.




Nie byłabym sobą, gdybym nie wprowadziła swoich poprawek. Dodałam zapięcia: zatrzask na kołnierzu oraz haftkę w miejscu, gdzie wypadałby trzeci guzik. Narysowałam sobie także kielichowate kieszenie, które zamykają się na zatrzask (guziczki są dla ozdoby). Czarne guziki przyszyłam białą buttonhole twist; lubię ten efekt na dwukolorowych materiałach.





Finally-the lining! The separate pieces make it straightforward to sew a beautiful, precise lining. It's drafted with a back pleat and proper fullness at the hem. I cut the lining for the coat and pockets in a burgundy acetate, as I wanted to break the monochrome.
The coat had already had so many outings it's sure to become a wardrobe staple. :)



No i w końcu-podszewka! Osobne elementy wykroju bardzo ułatwiają szycie. Ta część ma dużo zapasu materiału dzięki zakładce na plecach i kontrolowanemu nadmiarowi przy dolnym brzegu płaszcza. Podszewka powstała z bordowego acetatu, by przełamać monochromię.
Płaszcz był już noszony tyle razy, że z pewnością zajmie zacne miejsce w codziennej garderobie. :)

poniedziałek, 9 października 2017

Double trouble

Dear Readers,
Drodzy Czytelnicy,



this is a double post about two new garments I've sewn. I had been searching for a vintage Simplicity 4538 pattern for some time, never having any luck with buying it. When I discovered that Simplicity has just reissued this design as a repro 8452, it landed straight into my shopping basket and I ordered it right away.

The blouse is in fact a two-seam rectangle, but what a glorious rectangle it is. It is quick to make (it took me one afternoon form cutting to giving the final touches), drapes beautifully and has two glorious 1950s characteristics: it gives a wide yet soft-shouldered look and accentuates the waist like a solid cincher.




dzisiejszy post to pewnego rodzaju dyptyk o nowych szyciowych tworach:) Przez długi czas poszukiwałam wykroju Simplicity 4538 z lat 50, nigdy nie mając wystarczająco szczęścia, by go ustrzelić na aukcji. Gdy odkryłam, że Simplicity wydało go jako przedruk z numerem 8452, od razu wpadł do mojego koszyka.
Bluzka ta to w rzeczywistości dwuszwowy prostokąt; cóż to jednak za wspaniały zamysł: szybko się go szyje (wykonane bluzki, od skrojenia po wykończenia, zajęło mi jedno popołudnie), przepięknie drapuje i ma dwie bardzo istotne dla stylu lat 50 cechy: kreuje szeroką, choć opływową linię ramion i zaznacza wcięcie w talii z mocą porządnego cinchera.




My blouse was made in plum punto milano jersey. I didn't have enough yardage to cut the blouse out in one piece, so I added one on-grain center seam. I finished all the seams by hand, slipstitching hems into place. I decided to reinforce the back and armhole openings by arrow tacks and I added one teeny-tiny snap to hold the blouse in place; it is supposed to be worn anchored by tucking it into a skirt, but as I like the peaking hemline, I wear it over the bottoms. The blouse provides a beautiful background for showing off your brooches, so a bonus point for that.



Moją bluzkę wykonałam ze śliwkowego punto milano. Miałam nieco zbyt mało materiału, by skroić bluzkę w jednym kawałku, więc dodałam jej dodatkowy, centralny szew. Wszystkie wykończenia tradycyjnie już wykonałam ręcznie, podszywając niewidocznie każdy zapas. Postanowiłam wzmocnić otwory przy pachach oraz rozcięcie z tyłu tzw. arrow tack, dodałam też malutki zatrzask, by utrzymać przód w pozycji ustalonej;). Bluzka w teorii ma być "zapięta" poprzez zatknięcie przodów w pasek spódnicy, ale z racji tego, że podobają mi się "szpice" przy dolnej krawędzi, wolę nosić ją w formie wypuszczonej. To niepozorne ubranie stanowi także piękne tło dla eksponowania broszek, za co dostaje dodatkowe punkty.




******



The skirt (shown here with a vintage 1950s jacket) was made especially for my trip - it had to be easy to pair with other garments, comfortable and light to wear and present no wrinkling problems; that's why it's made of (gasp)... poly suiting. I almost never sew with synthetics, but this fabric was so beautiful, light, drapey and crease-resistant that it got to be the winner.



 My pattern was the bottom part of a vintage Butterick 6976 form 1954. Side note: it was one of the very first vintage patterns I have ever bought... The skirt has 6 panels and features 4 box-pleats, which amounts to a great fullness at the hem and creates very graceful movements. I used canvas to interface the belt, made a pick-stitched zip and added a big snap at the waistband. The skirt is fully lined; the lining mirrors the garment and is put in by hand; it joins the skirt's hemline at the grosgrain ribbon, which I included not only to make everything look prettier, but to add weight to the hem as well.


caught in the rain

Spódnicę (zestawioną tutaj z kurtką z lat 50) stworzyłam specjalnie na wyjazd - w założeniu potrzebowałam czegoś, co by się dobrze łączyło z innymi ubraniami, było wygodne, lekkie i nie gniotło się; stąd też moja decyzja, bu użyć (głęboki wdech)... poliestrowej tkaniny kostiumowej. Praktycznie nigdy nie szyję z syntetyków, ale ten materiał był tak piękny, lekki, drapujący się i odporny na zagniecenia, że nie dało się go nie wybrać. Jako wykroju użyłam dołu z Buttericka 6976 z roku 1954. Swoją drogą-to jeden z pierwszych wykrojów vintage, jakie kiedykolwiek kupiłam... Spódnica ma 6 paneli i 4 głębokie kontrafałdy, co daje nam duuuużo materiału poruszającego się z wyjątkową gracją. Pasek spódnicy wzmocniłam płótnem, zamek wszyłam pick stitchem, by był jak najmniej widoczny, dodałam też duży zatrzask jako zapięcie w talii. Spódnica ma podszewkę, która jest wszyta ręcznie, spotykając się z tkaniną wierzchnią przy położeniu dołu; jest on wykończony taśmą rypsową - nie tylko ze względów estetycznych, lecz także by dociążyć materiał.



All the photos by me or my Husband. :)
Wszystkie zdjęcia autorstwa mojego lub Mężowego:)


piątek, 29 września 2017

The Paris coat // Płaszcz paryski

Dear Readers,

Drodzy Czytelnicy,


   

     I have been very quiet for the last few weeks. It was all due to the sewing marathon that I had planned to prepare for my Paris trip. As soon as I've heard there's going to be a major Dior haute couture exposition, I booked the tickets (especially since I'm still mad at myself for missing the L'ouvre du noir with Balenciaga ensembles, even if it was due to the financial reasons).


     ostatnie parę tygodni to cisza w eterze z mojej strony - wszystko z racji szyciowego maratonu, który miał za zadanie przygotować mnie na Paryż. Jak tylko zobaczyłam, że planowana jest wielka wystawa haute couture Diora, od razu kupiłam bilety (zwłaszcza, że z powodów budżetowych musiałam ominąć L'oeuvre du noir z Balenciagą, za co do tej pory jestem na siebie bardzo, bardzo zła).







    I knew that I had to make a coat as it's the most important piece of a travel wardrobe; not only due to the fact that it keeps you warm and cozy in a plane or during long walks, but also because a good coat is the simplest and quickest style statement you can make, covering all the in-between clothing beneath.

     Wiedziałam, że najważniejszy w szyciowych planach na podróż jest płaszcz; ma on podwójne zadanie otulania ciepłem w samolocie czy podczas długich pieszych wycieczek, jak również bycia najszybszym i najprostszym sposobem na >dobrze poukładany< wygląd, chowając części pozostałej garderoby pod sobą.


      


     I have bought this beautiful wool because of its outstanding deep red shade. Since it's boiled and pressed it was easy to work with, with no fraying and bulky seams (it responded really well to severe beating with a tailor's clapper;) ). When I got my hands on Marfy 1961 I knew I had a match and a trip to Paris was a perfect excuse to sew it up. I had a feeling the deep red would photograph well on the beige background of the City of Lights.


     Kupiłam tę piękną wełnę ze względu na jej odcień głebokiej czerwieni Jest to prasowany flausz, więc praca z nim była prosta; nie strzępił się, nie był zbyt gruby na szwach, dając się dobrze spłaszczyć pod wpływem bezlitosnych ataków clapperem ;). Gdy znalazłam wykrój Marfy 1961, wiedziałam, że mam dobry zestaw, zwłaszcza, że wyjazd dawał mi idealny pretekst do rozpoczęcia prac nad szyciem. Miałam przeczucie, że szkarłat wełny będzie się dobrze fotografował na tle beżu Miasta Świateł.




     It was my first time working with a Marfy pattern. Since it has no instructions, I had made a muslin prior to cutting the wool; the pattern was so well drafted and marked that it turned out to cause no assembly problems, but thanks to the trial run in cheap cotton I could determine which details I would change.


      Pierwszy raz szyłam z wykrojem od Marfy. Ze względu na to, iż firma ta nie dodaje instrukcji do swoich projektów, wykonałam próbkę płaszcza zanim przystąpiłam do ciachania wełny. Na szczęście wykrój był tak dobrze rozrysowany i oznaczony, że poskładanie całości nie było żadnym problemem, natomiast próbka z taniej bawełny i tak okazała się bardzo przydatna, gdyż mogłam na niej wyróbować kilka modyfikacji projektu.






     The coat was beautifully drafted, with a spectacular collar, interesting front shaping and -last but not least - the best-fitting sleeve that I have worked with. My modifications included lengthening the garment to make it more 1950s-appropriate, changing the collar gathers to small pleats, adding rows of topstitching, removing pockets and putting and emphasis on the sleeves by accentuating the cuffs.
I decided to interface the collar with a double row of silk organza strip to support the pleats; the rest of the collar is left soft, allowing the natural wool draping qualities to stand out. The shoulder and armhole seams are strengthened by a twill tape, with a self-fabric sleeve heads. The front openings and cuffs are sewn with a strong, thin canvas padstitiched inside. The hem and the facings are catchstitched and all is covered by lining; coat fastens with 4 lining-covered snaps. The viscose lining was put in all by hand, but the fabric is too fragile and I already know I'll have to rip it out and replace it.

Plase stay tuned as I have many new sewing projects to show you :-)


     Płaszcz był perfekcyjnie rozrysowany, przyciągając uwagę spektakularnym kołnierzem, ciekawym sposobem uformowania przodu oraz - co wymaga podkreślenia - najlepiej dopasowanym rękawem, z jakim do tej pory pracowałam. Moje modyfikacje obejmowały wydłużenie płaszcza, by był bardziej dopasowany długością do ubrań z lat 50; zmianę marszczenia przy kołnierzu na drobne plisy; dodanie rzędów stębnowania; pozbycie się kieszeni i podkreślenie rękawów poprzez wyeksponowanie mankietów. Kołnierz wzmocniłam podwójną warstwą jedwabnej organzy, jednak tylko w okolicy plis; reszta kołnierza pozostawiona jest >na miękko<, by podkreślić naturalne właściwości drapujące wełny. Szwy ramion i podkroju pachy wzmocniłam diagonalnie plecioną bawełnianą taśmą (twill tape), dodałam też wełniane sleeve heads. Przód i mankiety wzmocnione są sztywnym, cienkim płótnem, które zostało wszyte padstitchem. Odszycia i podłożenie są zakotwiczone catchstitchem, a całość przykryta jest podszewką; płaszcz zamyka się na 4 zatrzaski, które powlekłam materiałem podszewkowym. Całość wszyłam ręcznie, jednak już widzę, iż wiskoza podszewkowa jest zbyt delikatna - będę ją musiała wypruć i zastąpić czymś mocniejszym.


Wkrótce kolejne posty z nowymi projktami, zapraszam do śledzenia bloga :-)






All the photos were taken by my Husband.
Wszystkie zdjęcia autorstwa rudzikowego Męża.